|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Na ile punktów oceniasz odcinek? |
1 |
|
3% |
[ 3 ] |
2 |
|
0% |
[ 0 ] |
3 |
|
2% |
[ 2 ] |
4 |
|
0% |
[ 0 ] |
5 |
|
1% |
[ 1 ] |
6 |
|
0% |
[ 0 ] |
7 |
|
5% |
[ 4 ] |
8 |
|
20% |
[ 16 ] |
9 |
|
30% |
[ 24 ] |
10 |
|
35% |
[ 28 ] |
|
Wszystkich Głosów : 78 |
|
Autor |
Wiadomość |
Lamsi
Ratownik Medyczny
Dołączył: 19 Wrz 2009
Posty: 207
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 4 razy Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Wto 21:14, 05 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
mam jakies takie mieszane uczucia ;P
Na pewno boski śmiech House'a
Na tych gokartach to mialam wrazenie ze zaraz House bedzie z Sam a Wilson z Cuddy
House zmieniony o 180 stopni . 7 sezon wyglada zupelnie inaczej niz sie spodziewalam. Mainowicie myslalam, ze bedzie taki przewidywalny Huddy, ale jednak zaskakuje mnie
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Sarusia
Lekarz Rodzinny
Dołączył: 21 Sty 2009
Posty: 882
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 3 razy Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Wto 21:16, 05 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
FE-NO-ME-NAL-NY odcinek!
Od dzisiaj, mój ulubiony. Absolutnie wszystko było takie, jak być powinno.
Humor House'owy w najlepszym wydaniu (czytaj poniżej), rechotałam przez cały odcinek.
Przypadek medyczny w najlepszy wydaniu, wybuchająca noga zwłaszcza. To od dzisiaj moja ulubiona scenka medyczna.
Huddy w najlepszym wydaniu, zarówno romantyczne jak i przekorne.
Hilson w najlepszym wydaniu, a co więcej w nieprzesadzonej ilości.
Chase w najlepszy wydaniu, zwłaszcza kiedy był z siebie taki dumny w lobby.
Już sam początek był świetny! Jak wielkiego pecha trzeba mieć, żeby dostać ataku podczas popełniania samobójstwa?
House śmiejący się szatańsko podczas wyścigów na gokartach - wyborne! Bałam się tej sceny, bałam się, że będzie niehouse'owo. Przepraszam, że w Was zwątpiłam, panowie scenrzyści. Było rewelacyjnie.
Dwie ostatnie Huddy sceny - omójbożeumarłamnazawał. CUDOWNE.
The best of the best (w obu językach, w zależności jak było mi wygodniej zanotować):
Common is boring. It's so... common!
Szybko zmieniasz zdanie, czy strzelasz jak ostatnia ofiara?
- What the hell?!
- Close. House.
- Musimy jej dać to, czego chce.
- Ona chce się zabić, House.
- Może być.
- O co jej chodzi?
- Nienawidzi żydów.
- Moja krew!
- Pomściłem moją damę.
- Ten pas prawie złamał mi kark.
- To nie moja wina, że Wilsona pociągają psychopatki.
- Medytuję.
- Wyglądało to, jakbyś spał.
I have to find something what we both like doing. Beside each other.
Fight, make-up-sex, fight, may-be-sex.
- I was busy.
- Doing what?
- You.
- We need vagina.
- I'm really attached to mine.
100/10
PS
Ktoś wspomniał o House'owym dzwonieniu do mamy Cuddy.
A czy scena z Sam Wam nie dała do myślenia? Cuddy mówi, że lubiła je w wieku 12 lat i Sam zaraz potem krzyczy, że nie robiła tego odkąd miała 12 lat. Naprawdę nie sądzę, żeby to był przypadek
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
Pirania
Ratownik Medyczny
Dołączył: 23 Gru 2009
Posty: 298
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 38 razy Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Wto 21:19, 05 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Cytat: | Nie po tekście Wilsona "Przemawia przez nią ból"
|
Nieprawda xD Minę pod tytułem "Eureka!" ma zanim Wilson się odzywa, a poza tym potem mówi pisarce, że "You damaged your thyroid gland in the crash when the shoulder strap cut into your neck", czyli w wolnym tłumaczeniu "Zniszczyłaś sobie tarczycę, gdy pas na ramieniu wbił ci się w szyję" - Cuddy była ewidentnie inspiracją, ale House musiał być tak upojony zwycięstwem, że załapał dopiero po chwili xd
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Pirania dnia Wto 21:21, 05 Paź 2010, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
|
Alumfelga
Jazda Próbna
Dołączył: 28 Lis 2009
Posty: 1927
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 8 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: D.G. Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Wto 21:31, 05 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
justykacz napisał: | Żeby "You" przetłumaczyć na "Kochaniem się z tobą." to trzeba mieć niezłą wyobraźnie |
Cytat:
- I was busy.
- Doing what?
- You.
"do sb." znaczy, o ile mi wiadomo, "przelecieć kogoś", więc House był zajęty "doing Cuddy" --> "Kochaniem się z Cuddy". Czyli zgodnie z oryginałem.
Mnie się podobał "ki czort", był lepszy od "what the hell"
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
ot_taka
Ratownik Medyczny
Dołączył: 08 Gru 2009
Posty: 259
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 7 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: stamtąd Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Wto 22:06, 05 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
O rany, dawno nie widziałam żeby wszyscy tak zgodnie chwalili odcinek I cóż, też pochwalę, bp faktycznie świetny, od przypadku poprzez Huddy po ekipę
Cała sprawa z Alice ciekawa, intrygująca.
Poza tym: podkradanie rzeczy z sali pacjentki w śpiączce (czekoladki ) , pisanie po tablicy i personelu, odczytywanie ksiażki na sto sposobów... stary dobry Greg House w najlepszym wydaniu I jeszcze to zmiatanie posiłków
Rozbroiło mnie totalnie składanie bukietu dla Cuddy, ten sfatygowany kwiatek dla Chase'a i wypuszczenie go na "randkę"
Końcówka wyprawy na gokarty świetna, mieli wyjście smoka
Cytat: | House jako fan powieści dla dwunastolatek. Z jednej strony OK, czym on się nie interesuje, czytanie książek, było nie było, detektywistycznych, zgadza mi się z obrazem postaci, ale żeby się ekscytować wątkiem miłosnym? Tak na serio? Lekka przesada, wydaje mi się. Chociaż... może nie? No nie wiem, mam mieszane uczucia.
|
A moim zdaniem to równie dobre to jak oglądanie General Hospital
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez ot_taka dnia Wto 22:13, 05 Paź 2010, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
|
Szpilka
Ratownik Medyczny
Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 255
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 4 razy Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Wto 23:35, 05 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Och, stary dobry House! Jestem zachwycona. Na pewno ten odcinek podobał mi się najbardziej z tych trzech. Miał w sobie to coś za co kocham ten serial.
+ już sam początek, jak ta pisarka pisała na maszynie i potem próbowala popełnić smobójstwo. Już wtedy zaczynało mi się podobać.
+ House w sali pacjenta w śpiączce Jego mina po zjedzeniu czekoladki i odłożenie reszty z powrotem do pudełka. No i wybranie sobie odpowiedniego bukietu. W ogóle samo komponowanie tych kwiatków i danie jednego Chease'owi.
+ Chease... jakoś mi odpowiadał w tym odcinku.
+ Everybody lies i to w najlepszym wydaniu.
+ Tablica!!! Uśmiechnęłam się, gdy ją zobaczyłam.
+ Pacjentka. Zdecydowanie największy plus odcinka. Pierwszy raz od dawna (nie licząc finału szóstego sezonu) nie mogłam oderwać oczu od pajentki. Bardzo mi się podobała. No i wszystko, co było z nią związane - np cały problem House'a z odczytaniem powieści z taśm On ja się na coś uprze to nie ma zmiłuj W ogóle czytanie takich książek pasuje mi do House'a... skoro on, jako taki geniusz medyczny może oglądać jakiś, bądźmy szczerzy, kiepski serial medyczny to równie dobrze może się zaczytywać w książki dla małych dziewczynek. To byłoby nawet w jego stylu.
+ Huddy fajnie, delikatnie poprowadzone. Może faktycznie czegoś brakowało, jakieś większej oznaki czułości czy coś, ale ogólnie jest ok.
+ Mina House'a gdy dowiedział się, że nie będzie więcej książek i końcowy tekst do Cuddy "shut up" po tym ckliwym wyznaniu
+ Pingwinek
+ Motyw z perfumami.
+ Zrzucanie jedzenia ze stołu.
Pewnie mogłabym jeszcze długo wymieniać, ale ostatecznie streściłabym tylko cały odcinek. Ogólnie uśmiałam się jak za starych dobrych czasów. Nawet na tych gakartach. Nie dałabym ich na plus odcinak, ale były całkiem przyjemne dla oka. Sam jak nie lubilam tak nie lubię. Może nie była tu jakoś wyjątkowo irytująca, ale na tych gokartach trochę przesadzała jak dla mnie. Dobrze, że House zrobił jej co zrobił Aha, i fajny tekst: "Sex, make up sex, goodbay sex" I Wilson równiez niczego sobie. Krótko mowiąc podobało mi się. Nawet bardzo Dałabym temu odcinkowi 9,5 i to tylko dlatego, że na dziesiątkę jak dotąd zasłużył sobie tylko jeden odcinek (znaczy w zestawieniu z tym odcinkiem żaden inny nie zasługuje na 10).
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
Kacper
Pediatra
Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 792
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 6 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Piotrków Trybunalski Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Śro 6:52, 06 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Sarusia napisał: |
PS
Ktoś wspomniał o House'owym dzwonieniu do mamy Cuddy.
A czy scena z Sam Wam nie dała do myślenia? Cuddy mówi, że lubiła je w wieku 12 lat i Sam zaraz potem krzyczy, że nie robiła tego odkąd miała 12 lat. Naprawdę nie sądzę, żeby to był przypadek |
Że co, że... siostry?! Nie możliwe...
Jeszcze coś dodam - nie podobało mi się beknięcie w gabinecie Cuddy. Scenarzyści tu przesadzili
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
Pietruszka
Truskawkowa Blondynka
Dołączył: 17 Wrz 2008
Posty: 1832
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 54 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Wrocław Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Śro 7:24, 06 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Kacper napisał: | Sarusia napisał: |
PS
Ktoś wspomniał o House'owym dzwonieniu do mamy Cuddy.
A czy scena z Sam Wam nie dała do myślenia? Cuddy mówi, że lubiła je w wieku 12 lat i Sam zaraz potem krzyczy, że nie robiła tego odkąd miała 12 lat. Naprawdę nie sądzę, żeby to był przypadek |
Że co, że... siostry?! Nie możliwe... |
Myślę, że Sarusi chodzi o to, że nie dzwonił do mamy,tylko zapytał Sam
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
justykacz
Groke's smile
Dołączył: 16 Mar 2008
Posty: 1856
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 47 razy Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Śro 11:29, 06 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Alumfelga napisał: | justykacz napisał: | Żeby "You" przetłumaczyć na "Kochaniem się z tobą." to trzeba mieć niezłą wyobraźnie |
Cytat:
- I was busy.
- Doing what?
- You.
"do sb." znaczy, o ile mi wiadomo, "przelecieć kogoś", więc House był zajęty "doing Cuddy" --> "Kochaniem się z Cuddy". Czyli zgodnie z oryginałem.
|
No spoko, tutaj z taką Twoją interpretacją się zgadzam. Tylko mi nie pasi, że Cuddy dodała "What"... Gdyby było mniej więcej :
- I was busy.
- Doing ...
- You.
Wtedy by mi bardziej pasiło, tak to tak jakoś inaczej hmm, ale wporzo:P
Dzięks
Cytat: | Jeszcze coś dodam - nie podobało mi się beknięcie w gabinecie Cuddy. Scenarzyści tu przesadzili |
Masz 100% racji. Obeszło by się bez tego beknięcia. Chociaż nie przeszkadzało mi to, ten odcinek ma tyle plusów, że mogę mu wybaczyć.
Co do dzwonienia do mamy Cuddy, to moim zdaniem kwestią otwartą jest czy ten telefon był czy nie i czy w rzeczywistości zadzwonił do Sam.
Wspominka o mamie Cuddy to moim zdaniem przypomnienie widzom, że Cuddy mamę ma, żyjącą znaczy się. Czyli House ma teściową xD To takie coś dla widzów niespoilerowych, aby zaskoczeni nie byli.
Cytat: |
Chase w najlepszy wydaniu, zwłaszcza kiedy był z siebie taki dumny w lobby. |
Jak jakiś dumny paw w okresie godowym Oj biedny Chase, niech mu dadzą jakąś babkę fajną , wolną od nałogów
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez justykacz dnia Śro 11:29, 06 Paź 2010, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
|
madzia-cuperek
House's Head
Dołączył: 25 Sie 2009
Posty: 3049
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 122 razy Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Śro 12:42, 06 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Bardzo dobry ep. Ucieszyłam się przede wszystkim z tego, że był znakomity początek, poza tym dużo medycyny, ciekawy przypadek, biała tablica (!), everybody lies (i), brainstorming, can't be lupus, i zamyślony House. Nie bardzo tylko rozumiem, do czego zmierza to huddy made in S7. Na razie wszystko jest takie niepewne. Odnoszę wrażenie, jakby House i Cuddy sprawdzali siebie nawzajem. Znają się na wylot, a jednocześnie nie wiedzą, jak wobec siebie postępować. Mam nadzieję, że temat rozwinie się w dobrym kierunku, bo takie kręcenie się w kółko będzie męczące nie tylko dla nich samych, ale i dla nas, widzów. Mina House'a na tekst Cuddy, że niby on wie, co ona lubi, mocno mnie rozbawiła. Widać było zakłopotanie. Szkoda, że GY milczy w tym temacie i jak na razie nie chce zdradzić, jakie mają plany co do finału serii, bo podobno już wszystko jest ustalone, ale top, top secret.
Sam przypadek medyczny był ciekawy, chociaż... to już było. Przypomniał mi się odcinek o komiksach i bezdomnej, potem kolejny - Mirror mirror. Troszkę odgrzewane kotlety i dialogi. Nie wiem, co o tym myśleć. Z jednej strony całość interesująca, zapowiada dobre powodzenie 7 sezonu, a z drugiej strony zabrakło mi inwencji twórców.
I jeszcze jedno. Od kiedy House brata się z Sam?
Kilka dobrych tekstów zapadło mi w pamięć (widzę, że nie tylko mnie )
Taub: What the hell?
Foreman: Close. House.
House: She wants a vagina.
Cuddy: I'm pretty attached to mine.
House: I've been busy.
Cuddy: Doing what?
House: You
House: That's sad. You know what's even sadder? Thirteen was the only man in my team.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez madzia-cuperek dnia Pią 11:03, 08 Paź 2010, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
|
Alumfelga
Jazda Próbna
Dołączył: 28 Lis 2009
Posty: 1927
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 8 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: D.G. Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Śro 16:49, 06 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
madzia-cuperek napisał: | Od kiedy House brata się z Sam? |
To samo było z Lucasem: od głupich kawałów w jednym odcinku do przyjacielskich zakładów w kolejnym. Ech...
justykacz napisał: | Czyli House ma teściową |
Jeszcze nie... Ale to zdanie ma w sobie jakąś moc Hej, żyje jeszcze przecież mama House'a, może zobaczymy znowu Blythe?
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
paulinka11133
Rezydent
Dołączył: 08 Gru 2008
Posty: 468
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 8 razy Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Śro 19:32, 06 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Pierwszy odcinek, w którym zaangażowałam się w pełni w przypadek.
Oczywiście dwa poprzednie odcinki były bardzo dobre, ale ten się jakoś wyróżniał.
Przypadek był świetny. Huddy cudowne (nie nowość). No i walka na gokartach...
Przyznam, że w tym odcinku nawet polubiłam Sam. Wilsona miny świetne.
Oczywiście rozbawił mnie nie kto inny jak Taub. Jego miny i kręcenie się by odczytać co ma napisane na kitlu jest bezcenne.
10/10
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez paulinka11133 dnia Śro 19:33, 06 Paź 2010, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
|
Sarusia
Lekarz Rodzinny
Dołączył: 21 Sty 2009
Posty: 882
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 3 razy Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Śro 20:13, 06 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Pietruszka napisał: | Kacper napisał: | Sarusia napisał: |
PS
Ktoś wspomniał o House'owym dzwonieniu do mamy Cuddy.
A czy scena z Sam Wam nie dała do myślenia? Cuddy mówi, że lubiła je w wieku 12 lat i Sam zaraz potem krzyczy, że nie robiła tego odkąd miała 12 lat. Naprawdę nie sądzę, żeby to był przypadek |
Że co, że... siostry?! Nie możliwe... |
Myślę, że Sarusi chodzi o to, że nie dzwonił do mamy,tylko zapytał Sam |
Dokładnie. Albo nawet nie zapytał, tylko poprosił Wilsona o wybranie miejsca - bo Sam też wydawała się być trochę zaskoczona. A tekst o dzwonieniu do mamy... cóż, dobitnie się dowiedzieliśmy w tym odcinku, że everybody lies.
Kacper napisał: |
Jeszcze coś dodam - nie podobało mi się beknięcie w gabinecie Cuddy. Scenarzyści tu przesadzili |
Taaak, popieram. Humor rodem z "Świata według Kiepskich" mnie jakby nie śmieszy.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
torgaj
Pacjent
Dołączył: 19 Maj 2010
Posty: 5
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Czw 18:12, 07 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Niby nieźle, ale jednak wolę, gdy wszystkie elementy historii są (w miarę) wiarygodne. A tu co? Odczytanie CAŁEJ książki z taśmy w maszynie do pisania! No luuuuuudzie, toż to prawie poziom McGyvera.
Wilson jest ostatnio grany okropnie - Robert S. Leonard sprawia wrażenie, jakby miał po dziurki w nosie swojej roli.
Ładna scena "uncommon" Cuddy&House. Za to zakończenia chyba nie załapałam. Że niby nie naciskając pisarki House stał się lepszy ?
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
ladyhawke
Pacjent
Dołączył: 12 Maj 2009
Posty: 4
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Czw 18:22, 07 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
A mnie się wydaje, że nie ma w tym nic dziwnego, że House mógł zadzwonić do Cuddy seniorki.
Pamiętacie historię z biurkiem w gabinecie? Ono stało w garażu matki Cuddy. Zeby je wydostać -musiał się z nią skontaktować. Myślę, że matka Cuddy zna House'a, ale niekoniecznie musi wiedzieć, że on i jej córka ten teges. Cuddy nie wyglada mi na osobę, która po 2 tygodniach obwieszcza wszem i wobec, że ma chłopaka
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
gehnn
Pediatra
Dołączył: 17 Lis 2009
Posty: 743
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 6 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Z zamku pięciu Braci Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Czw 18:27, 07 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Wybitne 10. Nie wierzę, że to piszę. Jak na razie, w porównaniu do dwóch ostatnich sezonów, siódmy wypada najlepiej.
Dziesiątka za:
- CHOUSE'A. Tak mnie nim karmią, że po prostu niesamowite. Pierwsza scena i danie Chase'owi wolnego po prostu cudowna.
- Huddy. Dobre Huddy. Nie żenujące Huddy. I bez scen łóżkowych, wreszcie.
- Wilsona. Cudny.
- O dziwo, Sam. Nie zapomnieli o niej. Wcisnęli ją do odcinka i to sensownie. Jestem pod wrażeniem.
- PRZYPADEK. Świetny, wciągający, od początku do końca, zwroty akcji, leczenie książki, a nie pacjentki, cudo, cudo po prostu.
- MARKER I TABLICĘ. WRÓCIŁY. O MÓJ BORZE. WRÓCIŁY MARKER I TABLICAAAA!
- Humor. Oprócz tego beknięcia. Ale był mega.
- Zachowanie House'a. Było znajome. Bardzo znajome.
- Śmiech na podwójnej randce.
- Brak Trzynastki.
- It can't be lupus!
- Teksty:
madzia-cuperek napisał: | Taub: What the hell?
Foreman: Close. House.
House: She wants a vagina.
Cuddy: I'm pretty attached to mine.
House: I've been busy.
Cuddy: Doing what?
House: You |
Chciałabym:
- Żeby przestali marysueizować Trzynastkę, bo jej tam NIE MA.
- Więcej brainstormu.
- Wspomnienia o Rachel. Od trzech odcinków, w których Cuddy była dość ważna, przypomnieli sobie o Rachel jakieś dwa razy.
Co do bratania się z Sam, już tak było w szóstym sezonie z Lucasem. Myślę, że House nie ma problemu z brataniem się z "wrogami", jeśli ma w tym interes.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
invisible___
Pacjent
Dołączył: 01 Lut 2010
Posty: 61
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Sob 13:47, 09 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Myślałam, że jak House i Cuddy będą ze sobą, to serial stanie się nudniejszy, a tu takie zaskoczenie. House zbierający kwiatki dla Cuddy i kradnący misa ;DD No i szukanie, czegoś co ich łączy ;D Ale po co?
Podobało mi się jak ta pisarka rozgryzła Chase i Tauba ;D Tylko jak zrobiła to z Taubem ;> Bo z Chasem wytłumaczyła, po czym poznała, że był z tą laską u niej i wgl ;D
Podwójna randka na gokartach ;DD
Wpadłam na to, że tak naprawdę chodzi o wypadek samochodowy, w którym zginął jej syn przed Housem ;DD Był to jeden z ciekawszych przypadków ;D
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
HuddyFan
Stażysta
Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 325
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 6 razy Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Nie 22:23, 10 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
justykacz napisał: | Wspominka o mamie Cuddy to moim zdaniem przypomnienie widzom, że Cuddy mamę ma, żyjącą znaczy się. |
Noo... musi mieć żyjącą mamę, bo gdyby nie miała, to w 7x01 nie powiedziałaby House'owi, że potrzebuje czsuna wyjazd do Francji, bo musi przygotować mamę do pobytu z Rachel, czyż nie?
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
lisek
Neurolog
Dołączył: 21 Lip 2009
Posty: 1684
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 27 razy Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Śro 8:35, 13 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Kolejny dobry odcinek
Już na początku wiedziałam, że będzie ok.
"Nie powstrzymasz mnie, bo nie istniejesz"
Huddy randka na włam mam ochotę skomentować to w stylu naszego diagnosty: "no Houuusseee!"
Świetny motyw z House'm detektywem odczytującym książkę z taśmy - rewelacja
No i jak podał pacjetce tę igłę byłam pewna, że faktycznie się zabiła znów nie doceniłam przebiegłości naszego doktorka.
Gokarty w sumie, jak dla mnie mogło ich nie być, chociaż diabelski śmiech House'a no i w końcu wycieczka pomogła mu przy diagnozowaniu, a właściwie Cuddy i to podwójnie, potem poduwając mu pomysł o pseudonimie autorki
A jeszcze jedno będę powtarzać to do śmierci... uwielbiam House'a w okularach
9/10
Sezon siódmy ma szanse stać się moim ulubionym na równi z trzecim
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
Pietruszka
Truskawkowa Blondynka
Dołączył: 17 Wrz 2008
Posty: 1832
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 54 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Wrocław Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Pią 14:03, 15 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Zdjęcia promocyjne z odcinka:
[link widoczny dla zalogowanych]
InHouse App:
[link widoczny dla zalogowanych]
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Pietruszka dnia Pią 14:11, 15 Paź 2010, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
|
Zuu
Internista
Dołączył: 02 Sty 2010
Posty: 657
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Wto 18:42, 26 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Jest to jeden z moich ulubionych odcinków 7 sezony jak na razie. Widać głęboki ukłon scenarzystów wobec horumowiczów. Te podziały na fanów różnych shippów. Sam była w jednym obozie (może takie nasze huddy, wilsona chce dla siebie) a House nie wyklucza obu (Huddy/Hilson ).
Bardzo podobała mi się atmosfera całego odcinka (jestem fanką powieści kryminalnych). Pozatym aż roi się tam od wspaniałych tekstów. Moje ulubione to:
- O co jej chodzi?
- Nienawidzi żydów. (ha ha, house wie jak sprowokować cuddy... i to jej never again )
- Moja krew! ( )
- Pomściłem moją damę. ( )
-I was busy.
- Doing what?
- You. ( ^.^ )
- We need vagina.
- I'm really attached to mine. (cuddy pokazuje, że też ma fajne teksty )
Ohhh ... oby więcej takich odcinków .... Aż mam ochotę obejrzeć jeszcze raz
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
eigle
Nefrologia i choroby zakaźne
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 13423
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 39 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Kraków Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Śro 21:59, 12 Sty 2011 Temat postu: |
|
|
Jak przystało na scenarzystę, który kazał House’owi w „Knight’s Fall wymachiwać w szpitalnym gabinecie mieczem a bezbiuściastą Trzynastkę odziać w wydekoltowaną suknię renesansowej damy, w „Unwritten” John Kelley także użył sztafażu przebrania bohaterów. Tyle że psychologicznego. Dojrzałych bohaterów uczynił emocjonalnie i umysłowo dzieciakami. Zacznijmy więc od początku.
W całkiem zgrabnej dwuminutowej sekwencji początkowej dane jest widzowi poznać pacjentkę tygodnia, a raczej 96 godzin, sławną pisarkę powieści przygodowych dla dzieci i młodzieży Alice Tanner i dowiedzieć się o niej niemal wszystkiego. Dzięki temu widz ma zapewniony komfort dalszego oglądania. Nie będąc zmuszonym do wytężania umysłu, by śledzić zawiłości choroby i losu pacjentki, będzie mógł rozkoszować się podziwianiem wielowątkowej historii rozwijanej w czeluściach PPTH. A wymyślił owych wątków J. Kelley niemało.
Mozolnie, krok po kroku rozwijana jest opowieść o pobycie Alice Tanner w szpitalu i kolejnych próbach wyleczenia jej przez udręczoną pracą ekipę House’a. Na szczęście dla małoletnich miłośników pisarstwa Alice, trafiła ona na ER z powodu nieudanej próby samobójczej, podjętej już po napisaniu słów THE END w ostatniej części wieńczącej serię przygód młodocianego detektywa Jacka. Ci, którzy wielbią House’a bez trudu się domyślą, że genialny niegdyś diagnosta także zalicza się do owej rzeszy fanów, a raczej fanek (co stwierdza sama Alice) i dołoży wszelkich starań, by zapewnić swej ulubionej autorce zdrowotny komfort, tak aby mogła nadal cieszyć jego i innych kolejnymi przygodami Jacka. Oczywiście w końcu osiągnie cel – wybawi z długoletniego bólu, a nawet uleczy chorą z poczucia winy za śmierć syna duszę Alice. Ta niestety nie odwdzięczy się House’owi w oczekiwany przez niego sposób, bowiem postanowi przerzucić się na poważniejsze pisarstwo, tzn. pisanie książek dla dorosłego czytelnika (cokolwiek by to miało znaczyć).
Z perypetiami Alice związany jest ściśle drugi, równie ważny wątek – taśmy z mechanicznej maszyny do pisania, na której autorka zwykła tworzyć swe dzieła. Początkowo tylko dla zaspokojenia ciekawości niecierpliwego fana, a później także, by rozpoznać chorobową przypadłość autorki, House podejmuje trzy cudaczne próby odczytania tekstu z taśmy maszynowej właśnie. W ostatniej, jak się okazuje dla chłonącego wiedzę widza, udanej, korzysta nawet z pomocy urządzenia do rezonansu i talentu lekarza radiologa, czyli kobiety Wilsona. Tylko niegdysiejszy geniusz intelektu z taśmy wielokrotnego użytku, na której wielowarstwowo nakładają się kolejne wystukiwane na maszynie wersy, potrafi odczytać całą książkę strona po stronie.
Dobitnie zarysowany został wątek Chase’a, który w najnowszym sezonie wyraźnie odżył jako samiec, co zyskuje zresztą aprobatę innego ożywionego samca – House’a, który nie tylko nie przeszkadza, ale wręcz ułatwia swemu podwładnemu miganie się od pracy, jeśli tylko ten będzie mógł czas zyskany spożytkować na konsumpcję podrywu. Jedynie Taub i Foreman jakoś nie potrafią się znaleźć w owym pobudzonym stadku, tym dobitniej manifestując swój żałosny stan.
Osobny znaczący wkład w wielowątkowość akcji wniósł Wilson, który znalazł się w kadrze aż w czterech scenach. W dodatku nie tylko jako doradca do spraw trudnych, czyli męsko-damskich (dwukrotnie), ale jako człowiek towarzyski (słynna podwójna randka gorących ciał „House’a MD”) i partner Sam Carr, kobiety posłusznej wezwaniu House’a i zdolnej odtworzyć książkę z taśmy maszynowej. W każdą z granych ról RSL wkłada całe serce i talent, co widać, a przede wszystkim słychać z wypowiadania kwestii godnego scen szekspirowskich.
Na koniec wątek najbogatszy, najważniejszy i powracający przez cały seans niczym bumerang – związek House’a i Cuddy. Tym razem o romansie, oczekiwaniach i obawach z nim związanych przede wszystkim się mówi. Mówi w pracy House z Wilsonem, na randce (a jak się okazuje przy pracy) Cuddy z Housem, ponownie Cuddy z Housem tym razem w gabinecie, itp. itd. Jest tych rozmów wokół romansowego problemu aż osiem oraz jedna długa scena podwójnej randki na gokartach. Przynudzanie jest przetykane ciągłymi dąsami Cuddy, która rozaniela się w chwilach ustępstw (nierzadkich) House’a. Wtedy kobietę ogarnia pełnia szczęścia i może z całą żarliwością swojego uczucia zapewniać kochanka, że czyni ją lepszym człowiekiem i najszczęśliwszą kobietą. Tylko tak dalej House! Daj jej czego potrzebuje, a będziesz miał zagwarantowany seks do końca swego pełzania na klęczkach. Zresztą House przyswoił sobie ów mechanizm, bowiem aportuje, przepraszam, przytakuje coraz chętniej i coraz szybciej.
Pora na pytania otwarte z jakimi zostaje wielbiciel „House MD” po obejrzeniu niniejszego odcinka. Dzięki łaskawości scenarzysty, który czyniąc bohaterów mentalnymi dzieciakami i angażując ich w proste oraz przewidywalne historyjki zatroszczył się o pułap percepcji widza, który dostaje gotową potrawę w garnku. Wystarczy tylko najeść się oczyma, i wszystko jest jasne! Ale:
1. Czy TPTB dostosowało poziom opowiadanej historii do oczekiwań widowni (odpowiada na jej zapotrzebowanie), czy też widownia dostosowała się do poziomu opowiadanej przez TPTB historii? Innymi słowy, czy House stanie się kiedyś na powrót mężczyzną?
2. Czy Cuddy pobiera dodatkową pensję za pełnienie obowiązków sekretarki (ustawicznie pisze pisma na komputerze) oraz prawnika (tym razem przez 4 godziny poszukiwała prawnej możliwości ominięcia braku zgody pacjenta na leczenie)? A co z tym związane, czy w USA istnieje możliwość wieloetatowości w jednym zakładzie pracy?
3. Czy widz dożyje chwili kiedy stały, a ograniczony repertuar mimiki kobiecej gwiazdy serialu ulegnie rozszerzeniu?
4. Czy w końcu któryś z 18 producentów i ko-producentów serialu przekaże część swej producenckiej gaży na rzecz zatrudnienia charakteryzatora o wybitnych umiejętnościach, który sprawi, że Cuddy przestanie straszyć (patrz szczególnie scena w min. 8:44, 14:32, 15:15, 26:10, 40:39)?
Aha, garderobiany też by się przydał. Cuddy w swoich butach i ciuchach nie jest w stanie już nawet stać prosto (patrz zwłaszcza scena w min. 26:12), choć w tym odcinku aż 6 razy (akcja obejmuje dni) zmieniała strój!
Post został pochwalony 2 razy
Ostatnio zmieniony przez eigle dnia Czw 0:00, 13 Sty 2011, w całości zmieniany 2 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
ninka_mm
Pacjent
Dołączył: 18 Gru 2010
Posty: 51
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 6 razy Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Czw 7:29, 13 Sty 2011 Temat postu: |
|
|
No to mamy naszą polską Sarę M. (patrz recenzja by Eigle).
Muszę przyznać, że to pierwszy wpis, który mnie autentycznie zachęca do obejrzenia, bo sprawa odczytywania książki z paska mechanicznej maszyny do pisania (oj, były takie...) wydaje mi się tak kuriozalna i godna McGyvera, że aż mam ochotę zobaczyć to na własne oczy. To coś jak bomba z liści albo odrzutowiec ze zużytych konserw. Miodzio.
A co to kwestii wieloetatowości Cuddy - to chyba ma jakiś związek ze stawianym przez Ciebie pytaniem w innym wątku o koszty całodobowej opieki nad Rachel.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|